Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leenia. Pokaż wszystkie posty

WIRTUALNE TERYTORIA

Tekst opublikowany w magazynie LEENIA, #7 2009

Po tym, jak człowiek dość dokładnie zbadał swoją planetę i zdał sobie sprawę, że podbój kosmosu jeszcze długo będzie leżał poza jego zasięgiem, zwrócił się ku obszarom, które sam tworzy z zer i jedynek – wirtualnej rzeczywistości.

Mona wstaje z łóżka. Zerka na parametry wyświetlające się na powierzchni okna. Jest 6.30, tempetura na zewnątrz wynosi 35 stopni Celsjusza, wilgotność 90 proc. Z niechęcią patrzy na betonowy krajobraz rysujący się na tle ołowianego nieba. Przełącza okno na wiadomości. „Koszmar z tym corocznym osobistym stawianiem się w biurze” – myśli. „Cały dzień zmarnowany”. Na chwilę wchodzi do sieci, żeby poinformowano koleżankę, że nie będzie jej w wirtualnej siedzibie firmy. „Opowiesz mi, jak teraz w realu wygląda boss” – mówi Li. „Jego awatar ostatnio zmienił płeć, to musi coś oznaczać” – rzuca, zanim znika na lunch. W Hongkongu, gdzie mieszka Li, jest już po południu. Mona wjeżdża windą na dach budynku i wsiada do zardzewiałego od kwaśnych deszczy pojazdu, zwanego karaluchem. Kiedyś nie lubiła latać, ale od kiedy wymieniła swój chip mózgowy na nowy model, nie stanowi to dla niej problemu. Mona szuka czegoś w torebce. Odgarnia włosy, odsłaniając gniazdo znajdujące się nad jej lewym uchem. Do jednego z wejść wkłada swój ulubiony soft podróżny. Szare miasto za oknem znika, zastępuje je symulacja pod nazwą „Kalifornia”. Mona odcumowuje karalucha i lawirując pomiędzy palmami, odlatuje w kalifornijski błękit. Czyste SF? Raczej całkiem prawdopodobny wariant przyszłości.

Hokus-pokus
Wirtualna rzeczywistość (virtual reality, VR) to w technicznym ujęciu obraz sztucznego świata, stworzonego dzięki technologiom informatycznym, dającego złudzenie przestrzeni oraz istniejących w niej obiektów. Żeby móc się w nim znaleźć, potrzebny jest odpowiedni sprzęt do projekcji obrazu oraz interakcji z komputerem. Służą temu różne mniej lub bardziej zaawansowane urządzenia, takie jak okulary z monitorami stereoskopowymi, hełmy, rękawice, a nawet specjalna kula, wewnątrz której można poruszać się w dowolnym kierunku. Jakby nie było głębokie wrażenie przebywania w innym wymiarze, rozwój techniki na razie pozwala na stymulację jedynie dwóch zmysłów: wzroku i słuchu. Podejmowane są próby oddziaływania na zmysł powonienia, ale technologia ta jest kosztowna i skomplikowana, więc na razie nie ma co liczyć na to, by wirtualnym wyścigom samochodowym towarzyszył smród palonych opon. Co innego, gdyby udało się przekazywać dane bezpośrednio do mózgu, wtedy możliwości oddziaływania na wszystkie zmysły byłyby nieograniczone. Chociaż na razie mamy do czynienia z wirtualną rzeczywistością w jej wieku niemowlęcym, już znajduje ona coraz szersze zastosowania. W sztucznym środowisku, pozbawionym ryzyka związanego z popełnieniem błędu, ćwiczą piloci, żołnierze oraz chirurdzy. W wirtualnej rzeczywistości leczą się ludzie cierpiący na fobie oraz szok pourazowy, m.in. weterani wojenni. A reszta ludzkości odwiedza ją dla rozrywki w postaci coraz bardziej atrakcyjnych wizualnie gier czy Second Life, gdzie można się stworzyć od zera w dowolnej liczbie egzemplarzy i pędzić żywot daleki od codziennej rutyny.

Cybernetyczna psychodelia

Pojęcie wirtualna rzeczywistość często bywa używane jako metafora Internetu. Wizja sieci jako równoległego wymiaru, w który można się przenosić, towarzyszyła już Williamowi Gibsonowi, kiedy pisał powieść „Neuromancer” wydaną w 1984 roku. Główny bohater historii, Case, to haker, który za pomocą „trod” oraz deku podłącza się do „wszechzmysłowej halucynacji matrycy”, czyli cyberprzestrzeni. Objawia się ona jako trójwymiarowa przestrzeń wypełniona danymi tworzącymi skomplikowane konstrukty składające się z kolorowych brył. Dane są chronione przez oprogramowanie defensywne zwane lodem. Zadanie Case'a polega na niszczeniu lodu za pomocą programów-wirusów i dostawaniu się do informacji. Dla Case'a sieć jest domem. Kiedy wskutek dramatycznych wydarzeń traci do niej dostęp, popada w depresję. Gibson zobaczył to wszystko oczami wyobraźni w czasie, kiedy Internet był w powijakach i mało kto wiedział o jego istnieniu. Sieć z czasów sprzed www należała do świata komputerów komunikujących się z człowiekiem za pomocą skomplikowanych ciągów znaków migających na czarnych monitorach i niewiele osób chciało przed nimi spędzać czas. „Neuromancer” to sztandarowy przedstawiciel cyberpunka – nurtu, który stworzył mało optymistyczną wizję przyszłości. Zgodnie z nią przeludnioną, zniszczoną Ziemię pokryją megamiasta zamieszkane przez „podrasowane” jednostki ludzkie zniewolne przez wielkie korporacje. Cyberpunk czerpie z filmu noir. W podejrzanym barze bohater-buntownik zapala papierosa i poprawia prochowiec, ale obok niego siedzą osobnicy w podartych, skórzanych ciuchach jak z sex shopu, z protezami kończyn i kablami sterczącymi z głowy. Jeden z obrazów takiego świata to „Łowca androidów”, film w reż. Ridleya Scotta, którego niezwykła wizja plastyczna została nagrodzona Oscarem. Los Angeles, rok 2019. Detektyw Rick Deckard (Harrison Ford) ma za zadanie zlikwidować czwórkę niebezpiecznych replikantów – sztucznie stworzonych istot niemal ludzkich, wykorzystywanych do kolonizacji kosmosu. Replikanci są niewolnikami pozbawionymi prawa przebywania na Ziemi, jednak nielegalnie dostają się na nią, by stanąć przed swoim stwórcą. Szef koncernu produkującego te reklamowane jako „bardziej ludzkie od ludzi” istoty, nie ma im nic do zaoferowania...

Pełne zanurzenie
Początki wirtualnej rzeczywistości to wyobrażenia typu przestrzeń zarysowana przez dwu- lub trójwymiarową siatkę, znikające w oddali linie, neonowe kolory, ruchome bądź nieruchome bryły, wzdłuż których można się poruszać. Tak opisał cyberprzestrzeń Gibson, podobnie wygląda świat we wnętrzu komputera w filmie pt. „Tron” z 1982 r. Bohater obrazu Disneya, programista Flynn (Jeff Bridges), zostaje porwany przez Master Control Program rządzący systemem komputerowym wielkiej korporacji. Flynn trafia do środka systemu, gdzie spotyka działające w nim programy, wyobrażone jako postaci ludzkie w futurystycznych kostiumach z neonowymi lamówkami. Bohater podróżuje po wnętrzu wrogiej maszyny przez labirynt danych tworzących niezwykłe krajobrazy wizualnie nawiązujące do ówczesnych gier. Wbrew pozorom tylko niewielka część filmu powstała za pomocą komputera, większość scen stworzono, stosując animację rysunkową oraz zawiłe techniki trickowe. Powstały dekadę później „Kosiarz umysłów”, film w luźnym stopniu oparty na prozie Stephena Kinga, przedstawia obraz wirtualnego świata poszerzony o niepokojące, przekształcające się formy nawiązujące do świata organicznego. „W tym świecie możemy być kim chcemy” – mówi tytułowy bohater filmu, proponując swojej dziewczynie wirtualny seks, który kończy się dla niej ciężkim uszkodzeniem mózgu. „Kosiarz umysłów” pokazuje niebezpieczeństwa wirtualnej rzeczywistości, ale również jej potencjał. Genialny naukowiec dr Angelo (Pierce Brosnan) wykorzystuje VR do stymulacji mózgu uczestniczącego w eksperymencie opóźnionego umysłowo ogrodnika Jobe'a (Jeff Fahey). Efekty są wspaniałe, ale i przerażające. Jobe staje się superinteligentny, rozwija w sobie zdolności paranormalne, a w końcu przenika do cyberprzestrzeni, stwarzając zagrożenie dla losów świata.

Awatarem w mrok

A co, jeśli to otaczająca nas rzeczywistość jest symulacją komputerową, a my funkcjonujemy w niej nie zdając sobie z tego sprawy? Taka ewentualność, brana pod uwagę przez niektórych naukowców, została przedstawiona w filmie pt. „Matrix”. Wizja przyszłości zaproponowana przez reżyserów, braci Wachowskich, jest mocno pesymistyczna. Zgodnie z nią władzę nad światem przejmują inteligentne maszyny, które wykorzystują ludzi jako źródło energii, „hodując” ich w specjalnych kapsułach podtrzymujących życie, na terenach monstrualnych elektrowni. Ludzie nie mają żadnej kontroli nad swoim ciałem i nie są świadomi swego tragicznego losu, gdyż ich mózgi są podłączone do systemu komputerowego generującego sztuczną rzeczywistość, zwaną Matrixem. Wewnątrz Matrixa ubezwłasnowolnione ludzkie wraki wiodą wirtualne życie za pomocą wyidealizowanych awatarów. Tylko nieliczni, jak główny bohater Neo (Keanu Reeves), decydują się na odłączenie od systemu i konfrontację z przerażającą rzeczywistością. Matrix w dużej mierze oddaje lęki związane z rozwojem nowych technologii i ich potencjalnym zastosowaniem. Wirtualna rzeczywistość będzie się stawać coraz doskonalsza i za jakiś czas będzie mogła wizualnie konkurować z „realem”. Bezpośrednia komunikacja mózg–komputer również najprawdopodobniej powstanie i przy odrobinie szczęścia nie trzeba będziej do niej wykorzystywać wielkich kawałów żelastwa wsadzanych do czaszki, tak jak to robią bohaterowie filmu braci Wachowskich. Czy wtedy człowiek na stałe przeniesie się do cyberprzestrzeni? Perspektywa porzucenia „problemów mięsa”, jak widzi to bohater Gibsona, dla istnienia w postaci doskonałego alter ego na pewno dla wielu będzie kusząca, może nawet utoruje im drogę do wirtualnej nieśmiertelności. Inni, tak jak Neo, zobaczą w niej totalną metodę zniewolenia umysłu. Ostatecznie wirtualna rzeczywistość to tylko narzędzie w rękach człowieka, a przyszłość pokaże, w jaki sposób zostanie wykorzystane.

Joanna Sanecka


OSTRY GOŚĆ

Tekst opublikowany w magazynie LEENIA, #5 2008 
 
Jeż Jerzy, niepokorny bohater komiksów, rusza na podbój kina. Produkcja pełnometrażowa filmu animowanego z JJ w roli głównej idzie pełną parą.

W studiu Paisa Films, dowodzonym przez Macieja Ślesickiego, młodzi zdolni ze świata komiksu i animacji połączyli siły. Film robiony jest techniką animacji wycinankowej. Historia z jeżem Jerzym w roli głównej trafi do kin za dwa lata. Jak to możliwe, że zwierzak, który większość swojego popkulturowego życia spędził, szlajając się po mieście z deskorolką pod pachą, zaszedł tak daleko? Jeż Jerzy narodził się w 1994 roku. Jego ojcowie Rafał Skarżycki, scenarzysta, oraz Tomek Leśniak, rysownik, wspominają poród jako łatwy i przyjemny. Mały nie sprawiał trudności wychowawczych – patrz album „Jeż Jerzy dla dzieci”. A to powalczył sobie ze smokiem, a to podenerwował czarownicę. Lubił również budzić śpiące królewny, zwłaszcza te hojnie obdarzone przez naturę. Nie mając szczególnych powodów do zmartwień, ojcowie nie poświęcali Jerzemu zbyt wiele uwagi i przegapili moment, w którym jeż zszedł na drogę antybohaterstwa.

Sk8 is great!
Wczesna młodość upłynęła jeżowi Jerzemu na ćwiczeniu trików na desce oraz potyczkach ze skinami i dresiarzami. Po obowiązkowej dawce mordobicia nadchodził czas na przyjemności w objęciach namiętnej Yoli. Jeż nie stronił od używek, do których zaliczały się głównie browar oraz trawa, aczkolwiek widywano go również z butelką denaturatu w łapach. Albumy komiksowe z przygodami JJ zdecydowanie nie dla dzieci rozchodziły się jak jointy na imprezie. Jeż stawał się sławny, ale nie robiło to na nim szczególnego wrażenia. Dzisiaj jeż Jerzy ma 21 lat. Tak przynajmniej wynika ze skomplikowanych obliczeń wykonanych przez ojców, którzy przeliczyli wiek jeży na ludzkie lata, żeby udowodnić, że ich potomek jest pełnoletni i w związku z tym nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za jego czyny. Spokój JJ zakłócają nie tylko osiłki spod bloku, ale również międzynarodowe grupy przestępcze, zdemoralizowani naukowcy oraz skorumpowani politycy. W wolnym od krwawych jatek czasie jeż nadal jeździ na desce i za kolce nie wylewa. Pomimo że nikt nie może zająć w jego sercu miejsca Yoli, nie stroni od kobiet, zwłaszcza tych, u których bywa odpłatnie. Jeż Jerzy jest świadomy swojego statusu kultowego bohatera komiksowego i zamierza wypłynąć na szersze wody popkultury.

Znawca uników
Jeż Jerzy zadziwiająco szybko przyjął propozycję Ślesickiego. Projekt otrzymał wsparcie finansowe Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej i produkcja ruszyła. Jerzy wynegocjował twarde warunki współpracy: na liście płac znaleźli się obaj jego ojcowie. Rafał Skarżycki napisał scenariusz filmu, Tomek Leśniak jest jednym z trzech współreżyserów. Pozostali to Wojtek Wawszczyk i Kuba Tarkowski. Obaj mają na koncie sukcesy na polu animacji. Z pewnego źródła wiemy, że kolczasty charakter Jerzego dawał o sobie znać od początku produkcji. Nudziły go prace nad scenariuszem. Argumenty Skarżyckiego, że nieczęsto czyjeś życie bywa ekranizowane i jako bohater tej historii powinien dawać z siebie więcej skwitował wypowiedzią: „Jeśli będą momenty, to jestem zadowolony”. Podobnie wyglądało zaangażowanie Jerzego w prace nad tzw. brudnym storyboardem. Kiedy Leśniak, Wawszczyk i Tarkowski przez wiele miesięcy głowili się, jak przełożyć kolejne fragmenty scenariusza na język filmu, JJ pojawił się w studiu raz, ale był zbyt skacowany, by włączyć się do pracy. Na czterdziestu ogromnych planszach pokrytych rysunkami odpowiadającymi każdej sekundzie filmu z uwzględnieniem ujęć, planów, ruchów kamery, montażu i dialogów nie ma ani jednej kreski, która wyszłaby spod jego łapy. Jak łatwo się domyśleć, jeż Jerzy nie interesował się również kolejnym etapem pracy polegającym na przerysowywaniu wszystkich szkiców na czysto w celu stworzenia właściwego storyboardu. Członkowie ekipy tłumaczyli sobie notoryczną nieobecność Jerzego niezdolnością mózgu jeża do skupienia uwagi na obiektach nieruchomych. Na dalszych etapach produkcji wszystko miało się zmienić, wiadomo było przecież, że JJ wykazuje wielkie zainteresowanie wszystkim, co się rusza (i na drzewo nie ucieka).

Zostań moją Yolą
Właściwy storyboard powstał w komputerze. Poszczególne elementy rysunków zapisano na warstwach, tak by móc je wprowadzić w ruch i stworzyć szkicową animację zwaną animatikiem. Animatik jest jakby filmem na brudno i daje duże wyobrażenie o tym, co będzie można później zobaczyć w kinie. Przewidywania filmowców się sprawdziły, wstępna animacja zainteresowała Jerzego, który zasnął dopiero pod koniec projekcji. Obecnie produkcja jest na etapie poszukiwania aktorów, z czym wiążą się pewne problemy – w swojej przyczepie JJ nieustannie przeprowadza casting do roli Yoli. Kolejny etap to nagranie dialogów. Potem ekipę będzie czekać narysowanie wszystkich elementów pojawiających się w animatiku na czysto. Każda postać powstanie w ten sposób, by mogła później zostać zanimowana – oddzielnie stworzone zostaną ręcę, nogi, głowa itp. Później poruszając tymi elementami, animatorzy będą mogli stworzyć iluzję ruchu. Jeszcze tylko podłożenie efektów dźwiękowych oraz muzyki i film będzie gotowy. Premiera jest zaplanowana na pierwszą połowę 2010 roku. Jeż Jerzy nie wyklucza, że się na niej pojawi.

Atak klona
Kim jest najsławniejszy jeż RP? Postanowiliśmy przekonać się o tym sami. O dziwo JJ bez problemów zgodził się na wywiad. Miejsce spotkania nie do końca się nam podobało, ale chęć poznania gwiazdy wzięła górę. Po dwugodzinnym oczekiwaniu przed ulubionym monopolowym Jerzego daliśmy za wygraną. Przez kilka następnych dni JJ był nieosiągalny. Zdesperowani postanowiliśmy przyczaić się pod blokiem Jerzego. Pierwszego wieczoru pod jego oknem pojawiła się atrakcyjna blondynka, której żałosne nawoływania „Gospodin Jeż!” rozbrzmiewały na całej ulicy. Okno Jerzego pozostawało zamknięte. Następnego wieczoru do klatki jeża wtargnęła grupa zamaskowanych mężczyzn pod przywództwem osiłka, do którego zwracali się per Pietia. Parę minut po ich wejściu z okna Jerzego wyleciała pokaźna liczba różnorakich sprzętów domowych oraz płyt DVD z filmami tylko dla dorosłych. Po tym wysoce niepokojącym wydarzeniu postanowiliśmy przenieść się pod dom, w którym mieszkają ojcowie jeża. Widzieliśmy Skarżyckiego i Leśniaka wnoszących do budynku siatki wypełnione pobrzękującą zawartością. JJ się nie pojawił. Nie pozostało nam nic innego, jak zakraść się na pilnie strzeżony plan filmowy. Udało nam się tam dostać w przebraniu pracowników firmy cateringowej. Nasza obecność spotkała się z niechętnym przyjęciem ze strony Wojtka Wawszczyka, który lubi sam gotować dla ekipy, ale na szczęście nie zostaliśmy zdekonspirowani. Na planie nie było jeża, ale z rozmów między członkami ekipy wywnioskowaliśmy, na czym polega utrzymywana w tajemnicy fabuła filmu. Otóż zdegenerowany naukowiec tworzy klona jeża Jerzego. Pomagają mu w tym odwieczni wrogowie JJ, skini Stefan i Zenek. Fałszywy jeż niszczy życie jeża prawdziwego, kompromitując go na wszystkich frontach. Ale przecież Jerzy nie da sobie w browar dmuchać.

Jeż na kozetce
Co do wywiadu przyszedł nam do głowy pewien pomysł. Uruchomiliśmy odpowiednie kontakty i dotarliśmy do Yoli. Jedno jej słówko wystarczyło i tak oto jeż Jerzy we własnej kolczastej osobie leży rozwalony na naszej redakcyjnej sofie.

LEENIA: Skąd u Ciebie takie parcie na szkło? Źle Ci było w komiksie?
JEŻ JERZY: A tam zaraz „parcie na szkło”! Prawda jest taka, że ja w tym kolców nie maczałem. Po prostu któregoś dnia przyszli do mnie Ojcowie, przynieśli skrzynkę wódki, trochę ogórków... Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, a na koniec dali mi jakiś papier do popisania. A potem się dowiaduję, że mam ważny kontrakt filmowy...
L: Ojcowie od lat kierują Twoją karierą, czerpiąc z tego korzyści materialne. Jak się z tym czujesz, czy ta sytuacja Ci nie ciąży?
JJ: Wiesz, tu w grę wchodzą sprawy ważniejsze od pieniędzy... Jak to mówią Ojcowie, jeszcze im za pieluchy nie zwróciłem i... ja im wierzę. Przecież nie będę jakichś faktur analizował. À propos, macie może jakiś browar?
L: Wszyscy wiedzą, że Ślesicki zatrudnił Cię pod warunkiem, że zgłosisz się na odwyk. Jak wspominasz pobyt w ośrodku?
JJ: Powiem tak, opowieści o moim odwyku są mocno przesadzone. Owszem, miałem krótki okres abstynencji – nie wstydzę się tego. Teraz już jednak wszystko wróciło do normy.
L: Jak Ci się pracuje na planie filmowym? Co Ci się podoba, a co nie?
JJ: Generalnie jest spoko. Fajna przyczepa, hostessy, zimne piwko... Nie lubię tylko, jak reżyser mówi „klaps!”.
L: Od dawna jeże zarzucają Ci zdradę gatunku. Czy zamierzasz coś robić w sprawie równouprawnienia jeży?
JJ: Nie mieszam się do polityki jeży. Co innego równouprawnienie kobiet. Tu jestem zdecydowanie za. Uważam, że każda kobieta ma równe prawo, żeby mnie kochać!
L: Jedni uznają Cię za bohatera, inni za antybohatera. Pojawiają się głosy, że jesteś degeneratem, lewakiem, świrem albo agentem. Kim jesteś jeżu Jerzy?
JJ: To jest właśnie najpilniej strzeżona tajemnica – obiecałem Ojcom, że nigdy tego nie wyjawię. Jesteście więc skazani na domysły, sorry.
L: Gdybyś mógł wszystko zacząć od nowa, jak teraz wyglądałoby Twoje życie?
JJ: Miałbym żonę, trójkę dzieci, dom na wsi, psa, w niedzielę grałbym na organach w miejscowym kościele... Albo coś w tym guście...
L: Co będziesz robił za 20 lat?
JJ: Kurde, to bolesne pytanie... Jeże chyba tak długo nie żyją...
L: Dlaczego chodzisz z gołym tyłkiem, zamiast kupić sobie porządne dżinsy?
JJ: He, he... Wiedziałem, że się tam gapicie! Nie musicie się tłumaczyć – po prostu tak to działa... A serio – jestem jeżem, cenię sobie naturalność i swobodę. Jak się komuś moja goła d... nie podoba, niech nie patrzy.

Jeż Jerzy wstaje z sofy, dając do zrozumienia, że nasza rozmowa dobiegła końca. Nucąc kawałek o sobie samym, napisany do filmu przez Pogodno – „Szos bóg i władca chodników, znawca uników, w parku tras…” wskakuje na deskę i znika na horyzoncie.

THE END

Joanna Sanecka




BŁĘKITNA RASA

Tekst opublikowany w magazynie LEENIA, #6 2008

Podobno kiedyś Ziemię zamieszkiwała rasa niebieskich istot. Niektórzy sądzą, że były one bogami, inni, że upadłymi aniołami albo przybyszami z obcej planety. Ślady po nich pozostały w mitach, skąd trafiły do popkultury.

Niebieski to kolor Ziemi widzianej z kosmosu, wody, nieba oraz istot nadprzyrodzonych. Hinduski bóg Wisznu oraz jego awatary Kriszna i Rama mają błękitną skórę, podobnie jak orientalne bóstwa-smoki, celtyccy ludzie-ryby oraz niebieski bóg czczony przez neopogan. Barwa ta kojarzy się z dostojeństwem, pokojem, równowagą, ale również smutkiem, zimnem i pustką. Siny odcień ma skóra zmarłych oraz broda legendarnego mordercy, który wypełnił całą komnatę szczątkami swoich ofiar. 

Historia Jill Bioskop, pięknej reporterki o niebieskich włosach, ustach i sutkach rozpoczyna się w 2025 roku w totalitarnej Europie, zniszczonej przez konflikty na tle etnicznym i religijnym. Bohaterka kultowej serii komiksowej Enki Bilala, pt. „Trylogia Nikopola” oraz jej późniejszej ekranizacji pt. „Immortal”, wyreżyserowanej przez autora, dokonuje przełomu w dziejach dziennikarstwa. Dzięki prototypowi maszyny, zwanej script-walkerem, udaje jej się przesłać reportaże o sytuacji w Paryżu i Londynie z okresu sprzed trzydziestu lat do 1993 roku, kiedy to zostają opublikowane we francuskim „Liberation”. Bilal przeznaczył Jill rolę femme fatale zagubionej w mrocznej rzeczywistości retrofuturystycznego świata, w którym obok ludzi żyją egipscy bogowie oraz istoty pozaziemskie. Tragiczne losy reporterki odzwierciedlają chaos panujący na Ziemi. Kiedy Jill nie może się otrząsnąć po stracie ukochanego, obdarzonego niezwykłymi umiejętnościami (również seksualnymi) przybysza z innej planety, na jej drodze staje tytułowy bohater serii, Alcyd Nikopol. Ten opętany przez boga Horusa miłośnik poezji Baudelaire’a, który przyczynił się do wyzwolenia Paryża spod okrutnej faszystowskiej dyktatury, zakochuje się w pięknej niebieskowłosej z wzajemnością. Ich szczęście nie trwa jednak długo, a owocem tego związku jest obca dla Jill istota, bezimienny syn Horusa o ciele człowieka i głowie ptaka.

Wredne niebieskie stworki z filmu animowanego „Żółta łódź podwodna” (reż. George Dunning) robią wrażenie wytworu wyobraźni wspomaganej przez substancje psychotropowe. Blue Meanies, bo o nich mowa, chcą zmienić Pepperlandię, krainę psychodelicznej szczęśliwości, w miejsce ciche i smutne. Strach pomyśleć, do czego mogłoby dojść, gdyby nie interwencja Beatlesów, którzy w porę robią z nimi porządek. Blue Meanies to również slangowe określenie halucynogennych grzybków rosnących w USA i Australii. Pod niewinnym wyglądem zwykłych psiar o lekko niebieskim zabarwieniu, kryje się droga do kolorowych abstrakcyjnych pejzaży a la Pepperland.

Pustynne przestrzenie zamieszkane przez krwiożercze zwierzęta-hybrydy oraz drapieżne rośliny, to sceneria z filmu pt. „Fantastic Planet” (reż. René Laloux). Obrazy te powstały w wyobraźni Rolanda Topora, znanego artysty o polsko-żydowskich korzeniach. W pierwszej scenie kobieta z niemowlęciem na rękach ucieka przez surrealistyczny pejzaż. Drogę zastępuje jej gigantyczna niebieska dłoń. Jedno pstryknięcie wielkich palców powoduje, że kobieta się przewraca. Okrutna zabawa kończy się jej śmiercią, a sprawca – dziecko-olbrzym o błękitnej skórze – odchodzi znudzony. Planetę Ygam mają w swoim władaniu giganci zwani Draagami. Istoty te, zaawansowane duchowo i technologicznie, traktują ludzi, których zwą Omami, jak robactwo. Nielicznych udomowiają i przeznaczają na maskotki dla swoich dzieci, pozostałych bezlitośnie tępią. „Dzicy ludzie” tworzą kolonie, w których żyją w nędzy, próbując się opierać sukcesywnej eksterminacji. Niemowlę wyjęte z rąk zabitej w pierwszej scenie filmu kobiety trafia do dziewczynki-gigantki, Tivy, która nazywa swojego małego Oma – Terr. Dostaje on obrożę, dzięki której ma na zawsze zostać pod kontrolą swojej pani. Tiva „bawi się” z nim, zsyłając na niego burzę z piorunami czy też wystawiając go do pojedynków z Omami innych młodych Draagów. Gigantka jest bardzo przywiązana do swojej maskotki. Terr towarzyszy jej w czasie seansów, podczas których rozwinięta wiedza Draagów jest zapisywana w jej mózgu. Tiva nie podejrzewa, że w czasie lekcji jej Om uczy się razem z nią, a zdobyte przez niego informacje w przyszłości przyczynią się do konfrontacji między obiema rasami. Draagowie większość swego czasu przeznaczają na medytację, poprzez którą przenoszą się na tytułową „Fantastyczną Planetę”. Ich niezwykły rozwój duchowy nie idzie w parze z wrażliwością na los przedstawicieli innych ras. Draagowie zgotowali Omom taki sam los, jakiego zwierzęta doświadczają na Ziemi od człowieka.

W mitologiach różnych kultur można spotkać mniej lub bardziej człekokształtne istoty żyjące pod wodą. Ich popkulturowym kuzynem jest Abe Sapien, zwany „Niebieskim”, jeden z bohaterów „Hellboya” – komiksu autorstwa Mike’a Mignoli oraz filmów na nim opartych. Sapien jest kompanem tytułowego chłopca z piekła rodem. Obaj są na usługach rządu amerykańskiego, mają licencję na dużo więcej niż zabijanie. Sapien, a raczej człowiek, którym był kiedyś, żył w czasach wiktoriańskich i wskutek zabaw z okultyzmem dorobił się skrzeli, oślizłej skóry oraz apetytu na stuletnie jajka. Niebieski, zazwyczaj razem z Hellboyem, ratuje świat przed siłami zła. W czasie wolnym pływa w wielkim akwarium znajdującym się w siedzibie tajnej instytucji, w której jest zatrudniony. Sapien jest rzadkim przykładem dżentelmena w każdym calu. Z finezją wykańcza przeciwników dzięki swoim zdolnościom paranormalnym oraz nieprzeciętnej inteligencji.

Istotą łagodną i nieprzeciętnie uzdolnioną jest również Plava Laguna, bohaterka „Piątego elementu” w reż. Luca Bessona, istota pozaziemska o seledynowej skórze i urodzie zdominowanej przez sięgające do ziemi czułki. Jest rok 2263. Do pędzącej w ruchu ulicznym taksówki wpada doskonała Leeloo odziana w kilka pasków białego materiału. W powstrzymaniu Wielkiego Zła, nieubłaganie zbliżającego się w kierunku Ziemi, pomoże jej między innymi Laguna, diwa operowa o zniewalającym głosie. Zanim zginie w tragicznych okolicznościach, zdoła w swoim ciele przechować kamienie-żywioły niezbędne do uratowania Ziemi. 

Między historiami o wielkich niebieskich z nadprzyrodzonymi zdolnościami, znalazła się również opowieść o atramentowych stworkach niewielkich rozmiarów. Jest ich ponoć dziewięćdziesiąt dziewięć, żyją w gęstym lesie, a wyglądem przypominają krasnoludki. Na czele społeczności składającej się niemal wyłącznie z osobników płci męskiej stoi o pokolenie od nich starszy Papa, będący ponoć ojcem tylko z nazwy. Smerfy, bo o nich mowa, bardzo cenią pracę. Każdy z nich jest wyspecjalizowany w jednej dziedzinie i poświęca jej większość swojego czasu. Wiodą szczęśliwą egzystencję istot nieznających pojęcia własności prywatnej, wśród których władzę sprawuje dobrotliwy brodaty przywódca w czerwonej czapce, budzący u niektórych niepokój. Niebieskie krasnoludki, zamieszkujące domki w kształcie grzybków, bywają podejrzewane o uzależnienie od spożywanych przez siebie roślin, praktykowanie okultyzmu oraz rytuałów seksualnych, o których nie śniło się ślimakom.

Kolejna kategoria popkulturowych niebieskich to potwory. Pośród wielkich włochaczy, z reguły uzbrojonych w rogi i ostre zębiska, prym wiedzie osobnik o zupełnie niepozornym wyglądzie – Potwór Ciasteczkowy. Stwór ten nie jest szczególnie rozwinięty intelektualnie, a jego stopień opanowania mowy można porównać do umiejętności dwuletniego dziecka. Ciasteczkowy nie wyszedł poza oralną fazę rozwoju, a wszystko, co napotka na swojej drodze, wpycha do monstrualnej paszczy. Regularnie pożera długopisy, telefony, maszyny do pisania, a raz zdarzyło mu się nawet skonsumować motocykl. Powszechnie wiadomo jednak, co Ciasteczkowy lubi najbardziej.

James P. Sullivan, góra niebieskiego futra z wielkim ogonem i rogami, to elita wśród potworów. Bohater animowanej koprodukcji Pixara i Disneya, pracuje w przedsiębiorstwie pod nazwą Potwory i spółka, od którego wziął się tytuł filmu. Jego praca polega na straszeniu ludzkich dzieci, których krzyki zostają przerobione na energię elektryczną potrzebną potworom. Przodownik pracy Sullivan, jak wszyscy w jego świecie, boi się małych ludzi, sądząc, że ich dotyk jest śmiertelnie niebezpieczny. Życie Sullivana bardzo się komplikuje, kiedy spotyka małą dziewczynkę. Boo zupełnie się go nie boi i nazywa pieszczotliwie „Kotkiem”. Pod jej wpływem Sullivan z nieczułej na dziecięcą krzywdę bestii zmienia się w łagodnego misiaczka, idealnego przyjaciela, któremu nie dorównałby niejeden ludzki tata.

Długo by wymieniać bohaterów filmów i komiksów, którzy mają skórę w kolorze kulek w proszku do prania. Rasa niebieskich ludzi zamieszkuje podziemne jaskinie w komiksie pt. „Yoko Tsuno”. Wpadający w fiolet teletubiś, Tinky Winky, sieje postrach wśród homofobów za pomocą swojej damskiej torebki. Atramentowy smok jest emanacją umysłu Shu, bohatera gry pt. „Blue Dragon” i razem z nim staje do walki, a straszna sina zjawa, Frank, w kostiumie makabrycznego królika, nawiedza głównego bohatera thrillera pt. „Donnie Darko”.

Popkulturowi potomkowie mitycznej niebieskiej rasy to postacie budzące niepokój. Potwory, smoki, syreny, giganci wydają się obcy, a jednak dziwnie znajomi. Niebiescy pukają do części ludzkiej psychiki, do której wielu z nas nie ma odwagi zajrzeć. Być może tam kryją się obrazy tych, od których kiedyś wszystko się zaczęło.

Joanna Sanecka